Jerzy Hoffman: Jestem batalistą

Jerzy HoffmanBez wątpienia jest jednym z najsłynniejszych i najwybitniejszych polskich reżyserów. Choć karierę reżyserską rozpoczynał od filmów dokumentalnych jego znakiem rozpoznawczym stało się wielkie kino batalistyczne i kostiumowe. Nie kto inny tylko właśnie on przeniósł na ekran Trylogię Sienkiewicza, przez blisko 40 lat „walcząc” o możliwość sfilmowania „Ogniem i mieczem”. Pracował i pracuje z najlepszymi aktorami, nie tylko polskimi, operatorami, scenarzystami, kompozytorami. Jerzy Hoffman (ur. 1932) w trakcie przerwy na piotrkowskim planie „1920 Bitwa warszawska” opowiedział o tym dlaczego na plenery do swej kolejnej superprodukcji wybrał Piotrków i dlaczego realizował ją w technologii 3D. 

 Panie Jerzy po raz pierwszy jest Pan w Piotrkowie?

Jerzy Hoffman: Nie, nie. Tak w ogóle to bywałem w Piotrkowie, ale wiele lat temu, przejazdem, oczywiście zdjęcia robię tu po raz pierwszy.

I jak piotrkowski plener sprawdza się na potrzeby pańskiego filmu?

Jerzy Hoffman: Właśnie dlatego wybraliśmy Piotrków, że jest dla nas jak najbardziej odpowiedni. Nie jest odpacykowany, chociaż chciałoby się bardzo aby był dla mieszkańców, nie w naszych celach filmowych, bo do celów filmowych tak jak jest teraz to jest idealny. To miasto zasługuje na renowację.

Za ekipą filmową dosyć trudne i sceny i dni w Piotrkowie. Sceny batalistyczne, z udziałem wozów pancernych wz-34, replik czołgów Renault FT-17, do tego ogromny upał, to nie była łatwa praca…

Jerzy Hoffman: To była właściwie wstępna zaprawa przed głównymi scenami bitewnymi, jakie czekają nas na poligonach pod Warszawą. Ot taki przedsmak tego, co w tym filmie jeszcze będzie.

A skąd w ogóle pomysł by film zrealizować w technologii 3D i ściągnąć tutaj do Polski Sławomira Idziaka?

Jerzy Hoffman: Sławomir Idziak był w Polsce kiedy się do niego zwróciłem z propozycją Jerzy Hoffmanrealizacji filmu. Uważam, że jest to nie tylko niesłychanie utalentowany operator, ale również człowiek z ogromnym doświadczeniem dotyczącym filmów dużych, filmów widowiskowych, batalistycznych. Idea 3D, jeśli już dzisiaj wchodzą do produkcji telewizory właśnie 3D, jeśli mamy do czynienia z tą technologią coraz szerzej w Stanach Zjednoczonych to trzeba zakładać, że będzie to trzecia rewolucja w historii kina. Pierwszą był dźwięk, który wyparł kino nieme, drugą był kolor, który „wykończył” kino czarno-białe, a to będzie trzecia, i po prostu jest to nieuniknione. Jeśli chcemy aby film o tak wielkim wydarzeniu nie tylko dla Polski ale i całej Europy, bo przecież Bitwa warszawska i wojna 1920 roku, jedyna zresztą od końca XVI i początku XVII wieku wygrana przez Polaków samodzielnie, uchroniła nie tylko Polskę ale i większość krajów europejskich od bolszewizmu, ponieważ rewolucja światowa była celem Lenina, Trockiego i Biura Politycznego, a jeśli użyć słowa Stalina to Polska była przepierzeniem w jego pojęciu, które dzieliło rewolucję rosyjską od Europy. I po obaleniu tego przepierzenia można było przerzucić rewolucje dalej do Niemiec, Francji, Anglii, drugim frontem południowym do Włoch… itd. Jeśli chcemy aby ten film przetrwał w czasie to trzeba go robić w technologii, która będzie technologią przyszłości niewątpliwie. Poza tymi nazwijmy to sobie górnymi, i takimi bardzo patriotyczno- boguojczyznianymi elementami będzie to film o wielkiej miłości, o podłości, zdradzie, ogromnym wysiłku ludzi i o człowieku, który niewątpliwie miał przeogromny wpływ na odzyskanie przez Polskę niepodległości i który był kreatorem zwycięstwa w tej wojnie, czyli o Józefie Piłsudskim.

Panie Jerzy śledząc pańską karierę reżyserską można dojść do wniosku, że jest Pan specjalistą od takich wielkich widowisk, im więcej osób na planie, im więcej się dzieje tym Jerzy Hoffman czuje się lepiej…

Jerzy Hoffman: To prawda. Bywają na przykład malarze, którzy fantastycznie się czują w miniaturze i w pejzażu, ja jestem batalistą. Lubię jak jest dużo jak to mówią, tak jak we wspaniałym filmie Bodnarczuka („Wojna i pokój” przyp. aut.) koni i ludzi. Tak lubię wielkie sceny batalistyczne, ale muszę je realizować za budżet, który jest gażą jednego aktora w filmie amerykańskim. Ale się już do tego przyzwyczaiłem.

 Trzeba przyznać, że świetnie się to też Panu udaje. I tak na zakończenie chciałam zapytać- Mariusz Dmochowski, jeden ze wspaniałych aktorów, z którym lubił Pan współpracować, był piotrkowianinem, jakie wspomnienie Pan o nim zachował?

Jerzy Hoffman: Mój Boże, Mariusz był fantastycznym aktorem, fantastycznym. Grał u mnie i hetmana Sobieskiego w „Panu Wołodyjowskim”, zagrał Warskiego w „Trędowatej”, i na pewno pojawiłby się w wielu innych moich filmach, gdyby nie jego przedwczesna śmierć.

 Dziękuję bardzo za rozmowę.

Jerzy Hoffman

Na planie w Piotrkowie Jerzemu Hoffmanowi towarzyszył 19-letni wnuk Jaremi, na co dzień mieszkający w Stanach Zjednoczonych.

 

  • Na planie w Piotrkowie z reżyserem rozmawiała Agnieszka Warchulińska.
  • Wywiad po raz pierwszy ukazał się drukiem na łamach „Tygodnia Trybunalskiego” w numerze 30/2010