Piotrkowska aktorka w „Listach do M.3”

Ania Bajdzienko, piotrkowianka, aktorka Amatorskiego Teatru Dorosłych i Grupy Otwartej, instruktorka teatralna w Stowarzyszeniu BUSOLA dla Artystycznie Uzdolnionych Dzieci. Jak sama przyznaje udział w filmie „Listy do M. Czas niespodzianek” będzie jedną z największych przygód w jej życiu, zwłaszcza że na planie nie była tylko statystką, a zagrała epizod u boku samego Andrzeja Grabowskiego.

– Pani Anno pani będzie miała dość niezwykłe wspomnienia z pobytu ekipy filmowej „Listów do M.3” w Piotrkowie?

Anna Bajdzienko: – Tak, ponieważ udało mi się dostać, że tak powiem, do środka tego filmowego świata. Miałam okazję zagrać epizod ze wspaniałym aktorem Andrzejem Grabowskim.

– Jak w ogóle do tego doszło, że przed kamerą partnerowała pani Andrzejowi Grabowskiemu?

– O to też niezwykła historia. Otóż na próbie piotrkowskiego Amatorskiego Teatru Dorosłych, w którym na co dzień działam, i który prowadzi Bartek Gumulec, otrzymałam informację, że Bartek chce zarejestrować kamerą krótką scenkę z moim udziałem i udziałem mojej koleżanki Barbary Dróżbickiej. Tę scenkę miał wysłać do osoby zajmującej się castingiem do tego filmu, bowiem filmowcy zwrócili się do niego za pośrednictwem Miejskiego Ośrodka Kultury o pomoc w skompletowaniu dwóch aktorek do obsady, potrzebnych właśnie do epizodów nagrywanych w Piotrkowie. Po prostu łatwiej było ekipie zatrudnić osoby z Piotrkowa niż przywozić specjalnie na plan do tych krótkich scen aktorki z Warszawy czy innego miasta. Tak więc dostałyśmy z koleżanką zadanie. Zostałyśmy nagrane i okazało się, że pozytywnie przeszłyśmy casting, dzięki czemu mogłyśmy uczestniczyć w tym ciekawym wydarzeniu.

Piotrkowska aktorka w „Listach do M.3”

– Z pewnością ciekawe wydarzenie i godne zapamiętania. Jak wyglądał ten wtorek, kiedy przypadł pani dzień zdjęciowy? Jak wygląda kino od podszewki?

Piotrkowska aktorka w „Listach do M.3”– Najpierw miałam nieprzespaną noc, bo się bardzo denerwowałam, ponieważ to był mój filmowy debiut. Dotąd nie brałam udziału ani w castingu ani w żadnych zdjęciach do filmu. Zastanawiałam się czy sprostam zadaniu, bo jakby nie patrzeć to była dla mnie poważna sprawa. Później spotkałam się z paniami, które zajmowały się kostiumami, z charakteryzatorkami. Wszyscy byli przesympatyczni i bardzo pomocni. Pan, który opiekował się aktorami również był bardzo pomocny. Wszędzie zostałam zaprowadzona, niemalże za rękę. Równie ciekawy był kontakt z reżyserem (Tomaszem Koneckim; przyp. aut.), który też wszystko dokładnie mi wytłumaczył, wyjaśnił czego ode mnie oczekują, jak ma to wyglądać, zrobiliśmy kilka prób, a potem już zaczęły się same zdjęcia.

– Padły te magiczne słowa: „Kamera!”, „Akcja!” i…?

– Tak, „Kamera!”, „Akcja!” i lekki paraliż (śmiech). Ale to na szczęście było tylko na początku, ponieważ zrobiliśmy kilkadziesiąt dubli, ponieważ zdjęcia trwały od godziny 9.00 rano do 12.30, to już po upływie kolejnej godziny na planie ten stres opadał i już nie było przy kolejnym powtarzaniu scen takiego zdenerwowania. Wydaje mi się, że człowiek stawał się bardziej naturalny w tym co robił.

– A jak wspomina pani samo spotkanie z Andrzejem Grabowskim? Pani, jak sama mówi, gra w teatrze amatorskim, a Andrzej Grabowski jest aktorem zawodowym, jak więc wyglądała ta wspólna praca na pozycji aktor zawodowy – aktor niezawodowy?

– Myślę, że było to takie ciepłe spotkanie ze strony pana Andrzeja Grabowskiego, ponieważ na początku miałam nawet scenę mówioną i udzielił mi kilku wskazówek. Ale tak bardzo ciepło i sympatycznie, z dużą taką wyrozumiałością dla amatorki, która próbuje sprostać tym wszystkim aktorskim zadaniom. Tak więc wspomnienia mam bardzo miłe.

– Czyli w listopadzie br. idzie pani do kina na „Listy do M.3”?

– Oczywiście (śmiech).

Rozmawiała: Agnieszka Warchulińska

Foto: Ewelina Warchulińska