Proces Damazego Macocha

Wystarczyło zaledwie 60 metrów taśmy filmowej, by Piotrków Trybunalski zadebiutował na wielkim ekranie. Przygoda miasta z X Muzą zaczęła się w 1912 roku od słynnego na całą Europę procesu jasnogórskiego paulina. Damazy Macoch, bo o nim mowa, zamordował swego kuzyna i okradł z wotów częstochowskie sanktuarium. Jego proces odbył się właśnie w Piotrkowie, a dwóm operatorom udało się potajemnie nakręcić kilka kadrów z tego wydarzenia. Dziś uchodzą one za pierwszy piotrkowski film.

Proces Damazego MacochaHistoria Damazego Macocha mogłaby posłużyć za kanwę thrillera kryminalnego. Takiego scenariusza nie powstydziłby się nawet sam Alfred Hitchcock. Zakonnik z klasztoru na Jasnej Górze wdał się w romans z niejaką Heleną Krzyżanowską, byłą telefonistką z Łodzi, i by nie wzbudzać podejrzeń swym nadmiernym, jak na duchownego, zainteresowaniem kobietą wystawił fikcyjny dokument na jej rzekomy ślub ze swoim nieistniejącym bratem. Następnie wydał fałszywy akt zgonu owego małżonka i w ten sposób już legalnie opiekował się „owdowiałą szwagierką”. Za ukradzione z cudownego obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej wota kupił kobiecie mieszkanie w Warszawie i… udzielił jej kolejnego ślubu. Tym razem ze swym stryjecznym bratem Wacławem Macochem. Kuzyn miał być parawanem dla związku Damazego z Heleną. Niestety sprytny zakonnik nie przewidział, że małżonkowie przypadną sobie do gustu i zechcą wieść życie bez jego „opieki”. W zemście postanowił pozbyć się rywala. Latem 1910 roku Damazy zwabił Wacława do klasztoru i śpiącego w nocny zamordował. Zwłoki ukrył w kanapie, którą wywiózł i utopił w rzece Warcie. Pech chciał, że źle zatopiony mebel wypłynął i odkrył szokującą zawartość swego wnętrza. Rozpoczęte śledztwo szybko doprowadziło do sprawcy. W wyniku zgromadzonych dowodów i procesu Damazego Macocha uznano winnym morderstwa i kradzieży. Otrzymał wyrok 12 lat ciężkich robót.

ul. RwańskaCo ciekawe historia nakręcenia pierwszych piotrkowskich kadrów z procesu Macocha również przypomina scenariusz filmu sensacyjnego. Do Piotrkowa na sprawę sądową, oprócz całej rzeszy polskich i zagranicznych dziennikarzy, przyjechało także dwóch operatorów filmowych. Pierwszym był Jan Skarbek-Malczewski, obecnie uznawany za twórcę polskiej kinematografii, dokumentalista i reporter, autor zdjęć między innymi do pierwszego rodzimego filmu „Antoś po raz pierwszy w Warszawie” z 1908 roku, wówczas działający na zlecenie wytwórni Sfinks. Drugim ze wspomnianych był Marian Fuchs, tak zwany „wolny strzelec”, uchodzący dziś za prekursora polskiej reporterki filmowej. Obaj stanęli do rywalizacji o to, któremu, jako pierwszemu, uda się sfilmować oskarżonego. Ową niepisaną rozgrywkę wygrał Fuchs. Wykazał się bowiem sprytem i pomysłowością. Operator wdrapał się na jedną z wież kościoła augsbursko-ewangelickiego, stojącego przy ulicy Rwańskiej i sąsiadującego bezpośrednio z zabudowaniami ówczesnego piotrkowskiego więzienia. Stamtąd nakręcił Macocha odbywającego spacer po więziennym podwórku. Fuchs miał również przysłowiowe szczęście. Nie dał się złapać piotrkowskiej policji.

Tego o sobie niestety nie mógł powiedzieć Skarbek-Malczewski. W swych pamiętnikarskich zapiskach, znajdujących się obecnie w zbiorach Filmoteki Narodowej w Warszawie, których fragmenty przedrukowała „Gazeta Ziemi Piotrkowskiej”  w 1961 roku w numerze 1, tak wspominał tamte wydarzenia:

Udałem się do prezesa sądu z prośbą o zezwolenie na robienie zdjęć, jednak odmówił mi stanowczo. Kiedy wychodziłem i szedłem przez bufet zobaczyli mnie tam licznie zgromadzeni dziennikarze z Warszawy. Co się będziesz pytał, schowaj się za filar i kręć! Wszystko było dobrze, dopóki we drzwiach nie ukazał się prezes sądu. Nakręciłem go, czym prędzej, po czym łap za aparat (…) i w nogi. Prezes za mną. Ledwo zdążyłem wpaść do szatni i schować aparat pod paltami. Prezes sądu osobiście przeszukał szatnię, znalazł aparat i zapytał gromowładnie czyja to własność. Nie przyznałem się i wówczas kazał odnieść aparat do kancelarii. Wtedy dopiero wysunąłem się z ukrycia, oświadczając, że to mój aparat i proszę o zwrot. (…) I tak mnie wyrzucili.

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, że na tym zakończyły się przygody Skarbka-Malczewskiego w Piotrkowie. Operator po odniesieniu kamery do hotelu wyruszył w miasto w poszukiwaniu miejsca, z którego mógłby sfilmować oskarżonego zakonnika. Znalazł je naprzeciwko bramy więzienia, w mieszkaniu pewnej krawcowej. I tu znów objawił się pech. Kiedy Skarbek-Malczewski dobijał transakcji z krawcową, w jego hotelowym pokoju policja przeprowadziła niezapowiedzianą rewizję. W jej następstwie kamera operatora znalazła się na komisariacie. Udało mu się jednak ją odzyskać. Niemniej komisarz postanowił odprowadzić operatora do hotelu.

Kasetę ze zdjęciami miałem schowaną za kanapą. Wiedząc o tym, że jest dobrze ukryta, nie traciłem pewności siebie – czytamy w zapiskach Skarbka-Malczewskiego – (…) Kiedy przyszliśmy do hotelu, niepostrzeżenie wyjąłem kasetę ze zdjęciami z ukrycia i trzymałem ją pod pachą. Zrewidowali pokój i zabrali kasety, ale z nienaświetlonymi filmami. Udali się do przysięgłego fotografa. Mamy sześć kaset, z tych jedna ze zdjęciami, ale wiem, która. Stawiam kasety na stole, mówię że czerwona lampa jest zbyt jasna, że na drugim stole będzie lepiej. Sprawdzaliśmy pierwszą kasetę i doszliśmy już do piątej, wówczas szóstą przestawiłem na miejsce czwartej. Dzięki temu nie znaleziono żadnych zdjęć na kasetach. Mimo to komisarz nie oddał mi aparatu aż dopiero przed samym odejściem pociągu do Warszawy. Przed wyjazdem kupiłem od fotografa Machowskiego kilka zdjęć, które udało mu się zrobić ukradkiem. Po południu policjant odwiózł mnie dorożką na dworzec i wręczył aparat, kiedy już znajdowałem się w przedziale i pociąg ruszał.

Ostatecznie 60 metrów taśmy nakręconej przez Skarbka-Malczewskiego odkupił niejaki Mianowski, właściciel warszawskiego kina „Odeon”, mieszczącego się wówczas przy ulicy Marszałkowskiej 138, i płacił po 100 rubli za dzień eksploatacji filmu. Niestety, zarówno materiał nakręcony przez Jana Skarbka-Malczewskiego, jak i przez Mariana Fuchsa dziś uchodzą za zaginione. Ostatecznie z procesu Damazego Macocha ocalało kilka anonimowych zdjęć.

Materiały:

  • D.W. „Zmontowałem film o Macochu”, „Gazeta Ziemi Piotrkowskiej” 01/1961
  • S. Janicki „W starym polskim kinie”, Warszawa 1985

Foto:

  • Archiwum Państwowe w Piotrkowie Trybunalskim, Agnieszka Warchulińska